Dział HR dostaje od kandydata komplet dokumentów. Wśród nich plastikowa karta z fotografią, nazywana kartą pobytu. Wygląda solidnie, urzędowo, ma hologram i chip. Ktoś w zespole rekrutacyjnym mówi: „ma kartę pobytu, czyli może pracować, prawda?”.
I tu zaczyna się jeden z najczęstszych i najbardziej kosztownych błędów w polskich działach HR.
Karta pobytu i zezwolenie na pracę to dwa zupełnie różne dokumenty, odpowiadające na dwa różne pytania prawne. Pierwsze pytanie brzmi: czy ta osoba może legalnie przebywać w Polsce? Drugie: czy ta osoba może legalnie wykonywać pracę?
Odpowiedź na pierwsze pytanie nie zawsze daje odpowiedź na drugie — i właśnie ta luka jest źródłem nieprawidłowości wykrywanych przez Państwową Inspekcję Pracy.
